Gazetka Parafialna

Genezaret 133 c.d.


HISTORIA JEDNEGO MARZENIA

odcinek czwarty Bogumiła Wiktoria Siedlecka

"Kołysanka"

Utul mnie proszę
w swoich ramionach,
niech moje serce
nacieszy się,
zanim ostatni raz
jeszcze westchnę,
nim bicie serca
zatrzyma się.
Zanim ulecą
wszystkie me myśli,
zanim zapomnę
o świecie tym,
trzymaj mnie mocno
niech sen się przyśni,
że jestem z Tobą
po kres mych dni.
Wtedy cichutko
pójdę jak przyszłam
odnajdę w końcu
ojcowski dom,
gdzie nie ma śmierci,
bólu, cierpienia,
gdzie łzy nie płyną,
tam Boży tron.

Czas szybko leci. Życie mnie nie oszczędza. Wciąż się łamię. Gdyby nie bliskość Boga w moim sercu, to nie wiem czy wytrzymałabym ten ból. W przerwach między jednym, a drugim złamaniem, po prostu czytam książki i piszę wiersze. Kiedy tak rozmyślam leżąc w łóżku, zauważyłam, że często pojawia się jedno słowo : dlaczego ? Minął kolejny rok, a ja wciąż żyję

Jak wiecie chora jestem na nieuleczalną chorobę genetyczną - wrodzoną łamliwość kości. Właśnie zaliczyłam jubileuszowe setne złamanie. Tym razem złamałam obojczyk przy wkładaniu do wózka. Jednak trzymam się i nie poddaję. Już kiedyś wspominałam, że po urodzeniu lekarze dali mi tylko trzy miesiące życia. I znowu czuję się niezręcznie ..., ponieważ jestem pod opieką Warszawskiego Hospicjum dla dzieci już 2 rok. Niestety, jak się dowiedziałam z programu telewizyjnego o hospicjum, Mazowiecka Kasa Chorych przewidziała dla mnie znacznie krótszy okres opieki domowej. Wynika z tego, że zgodnie z przepisami, to ja już nie mam prawa dłużej żyć, bo w Kasie Chorych wyczerpały się fundusze ... Nigdy nie zrozumiem świata dorosłych ... Z konieczności telewizja jest moim oknem na świat. Pilnie obserwuję i dochodzę do wniosku, że na tym świecie wszystko stoi do góry nogami. Gdyby mój tata robił to, co nasi politycy, to już dawno nasza rodzina przestałaby istnieć. A przecież Polska to taka duża rodzina ...

"PYTANIE O MIŁOŚĆ"

Zadaję wciąż sobie pytanie.
Skąd tyle jest gniewu i złości ?
A może odpowiesz mi na nie ?
Dlaczego brak w sercach miłości ?
Dlaczego tak człowiek wciąż goni
Za światem co przecież nie zbawi ?
Czy świat więc człowieka obroni
Gdy Bóg mu rachunek wystawi ?
I chociaż tak często się staram,
Zachować dla ludzi twarz świętą
I w sercu swym płomień rozpalam
To jednak odczuwam złość wielką
Gdy patrzę na ludzką głupotę
Oglądam codzienne zmagania
A w sercu swym czuję tęsknotę
I ból moje oczy przesłania.
Ja tęsknię za Bożą istotą
Stworzoną ze Stwórcy obliczem
Co kocha i żyje wciąż po to
By bliźnich i gwiazdy zachwycić.
Zachwycić barwami miłości
Tak czuję, w to wierzę i wiem to
Gdy miłość w mym sercu zagości
Zachowam na co dzień twarz świętą.

Jak widzicie, od tego leżenia przychodzą mi do głowy różne myśli. Tata twierdzi, że za dużo czasu spędzam z dorosłymi, i że jeszcze wiele pytań przede mną. No cóż, muszę poznawać świat szybciej niż moi rówieśnicy, bo nie wiem czy moje kolejne złamanie nie będzie ostatnim ! Jednak od tych pytań czasem może rozboleć głowa.

"MYŚL I PYTANIE"

Wpadła mi myśl w pajęczynę poznania.
Tak się zaplątała, biedna, zrozpaczona,
Że rozbolało ją wszystko od tego pytania.

A póki co, chciałabym podzielić się z Wami historią, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Dziecko pokoju

Właśnie przeczytałam niesamowitą książkę Dona Richardsona p.t. "Dziecko pokoju". Jest to opowieść o plemieniu Sawi, zamieszkującym jedną z wysp Nowej Gwinei. Ciekawe, że do roku 1962 lud ten żył na poziomie epoki kamiennej, uprawiał kanibalizm i posiadał przerażające normy etyczne. Wyobraźcie sobie, że sposobem na życie dla tego plemienia była zdrada. Bohaterami opowieści wojowników Sawi nie byli ci, którzy byli odważniejsi, ale ci, którzy osiągnęli wyższy stopień zdrady. Najdoskonalszą formą zdrady było pozyskanie ofiary przyjaźnią.
Lud Sawi gościł tygodniami nie podejrzewającą o nic przyszłą ofiarę. Karmił najlepszym jedzeniem. Po czym zabijali gościa i zjadali go kawałek po kawałku. Niesamowite. Po prostu w głowie się nie mieści.
Autor książki był misjonarzem, który wraz z żoną Carol udał się do tego ludu, aby zanieść im ewangelię o miłości Bożej. Jakież było ich zdziwienie kiedy okazało się, że największym bohaterem tej opowieści o Jezusie był Judasz, który wzbudził największy podziw wśród ludu Sawi, jako wcielenie ideału wojownika. Natomiast jego pocałunek był uważany jako najdoskonalszy wyraz zdrady. Wydawało się, że misja skończy się niepowodzeniem. A jednak Bóg miał swój plan ...
Pewnego razu między ludem Sawi, a sąsiednim plemieniem rozpoczęła się wojna. Trwała dosyć długo i obie strony ponosiły duże straty. Jednak pewien zwyczaj sawijski pozwolił zakończyć tę wojnę. Wódz plemienia Sawi oddał swojego syna wodzowi wrogiego plemienia jako gwarancję pokoju. Umowa zakładała, że tak długo jak długo będzie żyło dziecko pokoju, tak długo będzie trwał rozejm. Wtedy misjonarz wykorzystał ten zwyczaj i zaczął opowieść o Bohaterze, który przynosił miłość zamiast zdrady, przebaczenie zamiast zemsty. Opowiedział im o Bożym Dziecku Pokoju, które nigdy nie umrze, a więc jest znacznie lepszą gwarancją dla obu plemion. Legendy ludu Sawi opowiadały o nadejściu na świat sawijskiego dziecka pokoju, dlatego też całe plemię zgodnie przyjęło głoszoną ewangelię o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Jezus stał się dla nich Dzieckiem Pokoju od dawna przepowiadanym. Stał się dla nich gwarancją wiecznego pokoju między ludźmi i Bogiem. Dlaczego ta historia tak mnie poruszyła ? Trudno jest opowiedzieć historię zapisaną na prawie 300 stronach w kilku zdaniach. Nie wiem czy mi się to udało ? Ale miesiąc grudzień jest szczególnym miesiącem. Wspominamy narodzenie się Jezusa Chrystusa, który dla wielu ludzi jest właśnie takim Dzieckiem Pokoju. Ta historia o narodzeniu dzieciątka Jezus opowiadana jest na całym świecie na różne sposoby. Minęło już 2000 lat, a gwarancja dana od Boga nadal jest ważna. Między Bogiem a ludźmi został ustanowiony pokój. I Jezus Chrystus jest jego potwierdzeniem. "Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" - głoszą słowa Ewangelii wg św. Jana. Cieszę się, że Jezus jest również dla mnie nadzieją, drogą, prawdą i życiem. To On rozświetla moją drogę w ciemnościach i głęboko wierzę w Jego miłość do mnie i do wszystkich ludzi. Święta Bożego Narodzenia na nowo jednoczą ludzi wokół Jezusa, bo On jest Bożym Dzieckiem Pokoju. Święta Bożego Narodzenia jak co roku przypominają nam o Bożej miłości i gwarancji zbawienia, którą dał sam Bóg w Swoim Synu.

Kiedy zasiądziemy ze swoimi bliskimi wokół wigilijnego stołu śpiewając kolędy, zadajmy sobie pytanie : Czy przyjęliśmy Boże Dziecko Pokoju i czy jest Ono w naszym sercu ?
Jeśli nie, to może się okazać, że jakiś bliżej nam nieznany lud Sawi z Nowej Gwinei, który do niedawna żył na poziomie epoki kamiennej, uprawiał kanibalizm i uważał zdradę za największą wartość, wyprzedza nas w drodze do wieczności.

A oto mój wiersz na okoliczność setnego złamania i zbliżających się kolejnych świąt Bożego Narodzenia :

"MAM PRZYJACIELA"

Każde złamanie to ból i cierpienie
Do dziś naliczyłam ich sto.
Czasem i serce we mnie się łamie
I czuję jak idę na dno.
Lecz znów się podnoszę, leczę swoje rany,
I znów widzę błękit nieba za oknami.
Bo mam przyjaciela, który mnie poskłada.
I ból mój ukoi i z sercem pogada.
On światłem w ciemności, On prawdy jest drogą
I gdy On jest ze mną, złamania nie zmogą.

Jak dotąd Jezus jest moim niezawodnym przyjacielem. Dzięki Niemu żyję i odnajduję nadzieję na przyszłość. Nie lubię złamań i ich bólu, ale gdyby nie one, to nie mogłabym cieszyć się z chwil, gdy wszystko mija. Wtedy chce mi się śpiewać, krzyczeć z radości i kochać wszystkich dookoła.
Czasami zastanawiam się, czy ja jestem normalna ? Wtedy siadam przy komputerze i piszę wiersze. Niezbadane są drogi Pańskie ...

Dzień po dniu i noc po nocy

Piszę o wszystkim co czuję, o czym myślę i o czym marzę. Dzielę się z Wami najskrytszymi moimi myślami i uczuciami. Staram się opisać to, czym żyję w danej chwili. Może zdarzy się, że ktoś przeczyta o moim życiu i zastanowi się nad swoim ... Chociaż mam dopiero 15 lat to wierzcie mi, że mam swoje problemy. Mam też swoje przemyślenia, bo jak wiecie dużo leżę i dużo myślę. Dokładnie tak jak w jednym z moich wierszy. Znacie już moją historię. Jednak pozwolę sobie do niej wrócić, ponieważ ma to związek z tym, o czym chcę tym razem opowiedzieć Wam i całemu światu.

Kiedy się urodziłam byłam połamana w 11 miejscach. Nikt nie dawał mi szans przeżycia. Wiem to z opowiadań, że moje ręce i nogi wypadły ze stawów i leżały "obok" jakby były od innego kompletu. Leżałam w inkubatorze obolała i bałam się poruszyć. I wtedy po raz pierwszy poczułam znajomy zapach i rytm serca. To była moja mamusia.
Większość ludzi nie pamięta swojego porodu ani wczesnych lat dzieciństwa. Może i lepiej.
Ja byłam już połamana w łonie mamy i byłam tak słaba, że "siedziałam" cichutko jak myszka. I nie wiem czy chciałabym się urodzić, gdyby nie silny i zdecydowany rytm serca mojej mamy. Dodawał mi odwagi i zachęcał, aby ją poznać. I tak w końcu znalazłam się na tym świecie.
Moja mamusia zawsze była przy mnie. To ona dodawała mi sił i odwagi do życia. Dzień i w nocy była przy mnie jak anioł stróż. Co ja bym zrobiła bez mojej kochanej mamy ?
Nie zapomnę nigdy jej uśmiechu oraz słów otuchy. Wiem, że czasami popłakuje w ukryciu, bo serce ją boli z mojego powodu. Mimo, że jest słabą kobietą to czasami jest jak lwica gotowa rozszarpać każdego, kto chciałby zrobić mi krzywdę. Czasami jest jak lodołamacz, który toruje drogę, aby moje życie było łatwiejsze. Jednak wszyscy znają ją jako gołębicę, kobietę o łagodnym sercu i życzliwą dla każdego kogo spotka. Taka jest moja mamusia. Moja mama pochodzi z Sochocina, małego miasteczka leżącego nad Wkrą,. Już jako 8-letnia dziewczynka pomagała we wszystkim swojej mamie i opiekowała się swoją młodszą siostrą. Poznała trudy życia i biedę. Jej mama nauczyła Ją szacunku dla innych ludzi. Zawsze była gotowa nieść pomoc w potrzebie. Kochała ludzi i Boga. Dzisiaj często widzę moją mamusię na kolanach. W modlitwie rozmawia z Bogiem i często prosi o pomoc i radę. Wierzę, że Pan Bóg Ją wysłuchuje i daje Jej siłę na każdy dzień. A trzeba mieć naprawdę dużo siły, żeby wychowywać 5 dzieci, a jeszcze więcej, żeby opiekować się mną. Nie wiem jak Ona daje sobie z tym radę ? Dzień po dniu, noc po nocy. Słyszy każde skrzypnięcie mojego łóżeczka, budzi się na każdy mój krzyk i wstaje kilka razy w nocy, aby przynieść mi basen. A kiedy jeszcze śpię rano, to słyszę przez sen jak się krząta w kuchni i szykuje kanapki mojemu rodzeństwu do szkoły. Taka jest moja mamusia.

Moja mama ma na imię Elżbieta. Obecnie skończyła 47 lat. Modlę się do Boga, aby żyła jak najdłużej. Ja mam dopiero 15 lat. Tak bardzo jej potrzebuję. Dlatego życzę Jej długich lat życia, zdrowia, szczęścia i tej siły jaką ma w sobie od Boga. Dla każdego dziecka jego matka jest najwspanialszą osobą. Możecie mi uwierzyć na słowo, że drugiej takiej jak moja mama nie ma na całym świecie... A tatuś ? A mój tatuś to już całkiem oddzielna historia. Może kiedyś coś o nim napiszę.

"NIC DAREMNIE"

Spieszę żyć i śpieszę kochać.
Po co mam daremnie szlochać.
Chcę zamienić ból na radość
By uczynić życiu zadość.

Zaprzyjaźnić się z bólem

Cieszę się, że dano mi szansę dzielenia się z Wami moimi przeżyciami. W moim życiu ciągle dzieje się coś niezwykłego. Nie tylko jestem zaskakiwana przez nieoczekiwane złamania ręki, nogi czy też obojczyka. Przyznaję, że moim największym przeciwnikiem jest ból. Często daje mi się we znaki. Czasami zmuszona jestem po prostu „zaprzyjaźnić się" z nim. Najgorsze są długie, bezsenne noce. Wtedy rozmawiam z Bogiem, ze sobą i z moim przeciwnikiem. Wtedy stanowimy jakby jedno. A ja staczam kolejny bój. Tak jak w moim wierszu :

"DLACZEGO JA ?"

Kto wymyślił takie życie,
Które boli każdej nocy ?
W bólu budzę się o świcie
I świt woła też: Pomocy!
A ból drażni, prowokuje,
Męczy mnie wbijając szpile.
Czasem siebie oszukuję,
Gdy przeżywam trudne chwile.
Wtedy mówię, że nie boli.
I powtarzam do znudzenia:
Zaraz minie i pozwoli
Wytchnąć chwilę bez cierpienia.
I tak mija noc po nocy.
W dzień znajduję nowe siły.
W Bogu szukam swojej mocy,
By zwyciężyć ból niemiły.
Nagle jakby piorun z nieba,
Radość wielka serce koi.
Cała dusza we mnie śpiewa,
Nędzne ciało już nie boli.
Dla tej chwili chociaż krótkiej,
Warto cierpieć choćby lata.
Bo z niedolą i ze smutkiem,
Radość z szczęściem się przeplata.
Gdzieś w tunelu jest światełko.
Świeci niczym światło słońca.
Bóg jest tą miłością wielką
Która kocha aż do końca.
Kto wymyślił takie życie
Pełne zmagań i radości?
Gdy obudzę się o świcie
Bogu skłonię się w miłości.

c.d.n.


~Powrót ~